Przejdź do treści

Wawrzyniec Kolanko

Wawrzyniec Kolanko urodził się w dniu 08.08.1902 r. w domu nr 21 w Dolinianach jako dziecko Józefa i Rozalii Kucyniak.
W dniu 08.10.1923 r. ożenił się z urodzoną w dniu Agatą Zajszły, córką Józefa i Marii Janczurów z Wołczuch i zamieszkali w jego domu rodzinnym.
Do wybuchu II wojny światowej prowadził zwykłe życie rolnika, był zdrowym, pełni sił mężczyzną i dorobił się siedmioro dzieci. Po zajęciu Dolinian przez Niemców jego życie zmieniło się o 180 stopni. Co takiego się stało? Udzielił pomocy rodzinie żydowskiej i został zabrany przez Gestapo. Wrócił już nie ten sam człowiek…
Dzięki zeznaniom sąsiadów z Dolinian i członka rodziny, złożonymi przed Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich możliwe jest odtworzenie tego, co się tak naprawdę wydarzyło.

Według tych osób Wawrzyniec Kolanko od jesieni 1941 r. przechowywał i utrzymywał u siebie w domu chłopca i dziewczynkę w wieku około 8 lat. Były to dzieci Żyda Kunio Uszera, handlarza bydła, który pochodził z Gródka Jagiellońskiego. Niemcy umieścili go w obozie pracy w Barze. Uszer wykradał się czasami z obozu i odwiedzał dzieci.
Któregoś dnia zastępca sołtysa, Ukrainiec Jan Owczar zarzucił mu, że przechowuje Żydów. Kolanko zaprzeczył, ale poprosił potem Uszera by zabrał swoje dzieci w inne miejsce, bowiem zarówno im jak i jemu grozi niebezpieczeństwo. Uszer posłuchał i ukrył się na jedną noc w opuszczonym domu Jana Bedryja, a potem przeniósł się samotnego domu Jana Grenia, położonego poza wsią w kolonii budynków po parcelacji.
W kwietniu 1942 r. sekretarz gromadzki, Ukrainiec Grzegorz Mróz [Moroz], zauważył, że z tego domu unosi się dym i jak przyszedł, dowiedział się, że mieszkają w nim Żydzi. Zawiadomił niezłocznie Gestapo.
Jeszcze tego samego dnia przyjechali w osobie Niemca z policji kryminalnej i trzech nieumundurowanych policjantów ukraińskich z Gródka Jagiellońskiego i zabrali Uszerów. Kunio Uszer musiał zaprowadzić i wskazać, kto przechowywał jego dzieci. Na podwórzu Kolanków suszyła się akurat bielizna i ten powiedział, że to jego.  Gestapowiec ustawił więc Kolankę pod ścianą i kilkadziesiąt razy bił go po twarzy i szyi, aż ten upadł. Gdy leżał na ziemi, to go kopał. Po wszystkim zabrano Kolankę i Uszerów do Gródka.
Na Gestapo bardzo mocno pobili Wawrzyńca Kolankę i na pół żywego wypuścili na wolność. Zapewne celowo, by tym sposobem odstraszyć innych od przechowywania Żydów.
Gdy wracał do Dolinian, miał połamane szczęki, pokaleczony język, nie mógł mówić i był cały pobity. Do wsi wrócił jesienią 1942 r. wycieńczony, słaby, chory i nie mógł pracować. Skarżył się na ból żołądka. Nie mógł jeść i razem z kałem wydalał krew. Przez to, że stale chorował i nie mógł pracować, jego rodzina znalazła się w ciężkim położeniu, a rok 1942 był rokiem głodu. Nigdy nie powiedział, kto go bił, ale wiadomo było, że gestapo podczas pobytu w więzieniu.
Mimo, że się leczył, już nigdy nie wyzdrowiał. Po II wojnie światowej, w 1945 r. przeniósł się z rodziną do Żarek w powiecie Zgorzelec. Zmarł wcześnie wskutek tych obrażeń z czasów wojny w 1951 r.

Żadna z przesłuchiwanych przez Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich osób nie podała imion przechowywanych dzieci. Ich zeznania nieznacznie różniły się. Jedna z nich jednak podała dużo więcej szczegółów, więc dodałem je jako uzupełniające całość.
A co się stało z rodziną Uszerów? Zapewne zginęła w gettcie gródeckim w latach 1942-1943.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.