Raj utracony – Wołczuchy

  • przez

W lipcowe popołudnie umówiłem się na spotkanie z Markiem Chmielowskim. Podobnie jak ja, Marek jest miłośnikiem historii, obyczajów i kultury kresowej. Marka znam od dziecka, ale dopiero kilka miesięcy temu dowiedziałem się o jego zainteresowaniach i zamiłowaniach. To był jeden z tych powodów, dla którego postanowiłem się z nim spotkać i wysłuchać jego kresowej opowieści wiążącej się z miejscowością Wołczuchy. Powróćmy zatem do przeszłości, na Kresy, na Ukrainę, do przedwojennych Wołczuch…

Miejscowość Wołczuchy przed II wojną światową leżała w powiecie gródeckim w województwie lwowskim. Już XV-wieczne źródła wymieniają tę miejscowość jako własność rodziny Pietruszko. Wieś była zamieszkiwana przez ludność wyznania greko-katolickiego, rzymsko-katolickiego oraz mojżeszowego. Warto dodać, że przed końcem XIX wieku należała do parafii Rodatycze (ta miejscowość pojawiła się już na łamach Echa Złotoryi w innych artykułach dotyczących wspomnień kresowych).
Rodzina Marka wywodzi się właśnie z Wołczuch. Obecnie na terenie Złotoryi i w pobliskich miejscowościach mieszka kilkanaście rodzin pochodzących z tejże miejscowości.
Tu pozwolę sobie wymienić nazwiska rodzin: Chmielowscy, Ardeli, Stalscy, Kaliciak, Krawiec, Mróz, Polańscy, Hołówka, Bury, Zbadyńscy, Marusiak, Siwak, Hajdun, Kaniak, Głowaccy, Zamirscy, Melscy, Gełesz, Andruszczyszyn, Kosiak.
Według spisu z 1929 roku Wołczuchy zamieszkiwało 1076 mieszkańców. Natomiast właścicielem ziemskim był dr Henryk Kolisher. Kościół rzymsko-katolicki w Włoczuchach istniał od końca XIX wieku. Został wybudowany z cegły, która z kolei pochodziła z rozbiórki po stajniach. Po kilkunastu latach, bo w 1929 roku Kościół pod wezwaniem świętego Michała Archanioła wymagał remontu. Dokładnie dziesięć lat później zebrano składki oraz zakupiono teren pod budowę nowego kościoła. Niestety wrześniowa klęska 1939 roku uniemożliwiła wybudowanie świątyni. Ostatnim polskim proboszczem był ksiądz Kazimierz Orkusz, który jak tysiące Polaków po zakończeniu wojny musiał opuścić miejscowość.

Ksiądz Orkusz wraz z innymi wołczuszanami osiedlił się w miejscowości Większyce nieopodal Koźla Opolskiego. We wspomnieniach byłych mieszkańców Wołczuch, ksiądz Orkusz zapisał się jako dobry gospodarz, osoba ciepła i życzliwa. Był żarliwym obrońcą wiary katolickiej. Warto dodać, że po wojnie nauczał w szkole w Większycach nie tylko religii, ale innych przedmiotów, w tym także historii (ojciec Marka, ś.p. Leopold Chmielowski był wychowankiem księdza proboszcza). Nie trwało to zbyt długo, ponieważ proces stalinizacji i walki z Kościołem zrobił swoje. Kolejne lata życia ksiądz Orkusz związał ze Strzelcami Opolskimi. Kilkakrotnie był w Złotoryi i odwiedził swoich dawnych parafian.
Od końca XIX wieku istniała w Wołczuchach szkoła powszechna. W roku 1890 została nagrodzona (obok tysiąca innych placówek) przez samego cesarza Franciszka Józefa I. W dwudziestoleciu międzywojennym była to czteroklasowa szkoła. Ostatnimi nauczycielami byli: Pani Amalia Zawojska i pan Stanisław Syranecki, który był kierownikiem szkoły. Do szkoły uczęszczali uczniowie z rodzin polskich, ukraińskich i żydowskich. W 1938 roku w miejscowości odsłonięto pomnik w hołdzie tym, którzy polegli za walki o Lwów w latach 1918-1920. Na pomniku widniał napis: Poległym za wolność ojczyzny w latach 1918-1920 – wdzięczni obywatele Wołczuch.
W okresie dwudziestolecia międzywojennego w Wołczuchach były dwa sklepy. Jeden należał do rodziny Polańskich, drugi z kolei do Związku Kółek Rolniczych. Oprócz tego istniał Gminny Dom Noclegowy dla tzw. Wędrownych żebraków na trasie Lwów-Kraków. Każda rodzina wołczuszańska była zobowiązana grafikiem do karmienia wędrowców. Tego typu akcenty nie były obce na Kresach II RP, zwłaszcza po 1929 roku i słynnym krachu na nowojorskiej giełdzie. Ludzie za pracą przemieszczali się po Kresach Wschodnich, a co za tym idzie, trzeba było ich ugościć. W miejscowości znajdowały się warsztaty: kołodziejski, szewski, ślusarski, kowalski, krawiecki, wyrobów tytoniowych, stolarski, a nawet Kółko Rolnicze. Mieszkańcy przedwojennych Wołczuch aktywnie działali w miejscowym chórze oraz w ochotniczej straży pożarnej. A dla tych, którzy lubili polowania, istniało koło łowieckie.

Po uroczystej eucharystii z końcem maja 1945 roku rozpoczęły się repatriacje Polaków na Zachód. Wołczuszanie musieli na zawsze pożegnać swoją arkadię. Udali się na Opolszczyznę, a następnie na ziemię złotoryjską (Jerzmanice-Zdrój, Pyskowice, Wyskok, Zagrodno). Tak było w przypadku rodziny Marka, która zamieszkuje nasze miasto od 1947 roku. Rodziny Ardelich, Chmielowskich i Stalskich zajęły gospodarstwo przy obecnej ulicy Bolesława Krzywoustego.
Któż z nas nie pamięta słynnych wędrówek do tego gospodarstwa po mleko od krasuli czy sianko na wigilijny stół? I ja tam chadzałem i pijałem… mleko ma się rozumieć.

Wysłuchał i opracował
Tomasz Szymaniak

 Za: http://www.tmzz.pl/Archiwum/2013-11.pdf

Echo Złotoryi – miesięcznik Towarzystwa Miłośników Ziemi Złotoryjskiej, nr 11 (96) z listopada 2013 r.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *